niedziela, 24 lutego 2013

Nie poddawaj się




Ile razy nie odważyłeś się powiedzieć tego co rozdzierało Cię od środka? Setki? Tysiące razy?
Co Cię powstrzymało? Strach? Lęk przed odrzuceniem? Obawa niezrozumienia?
Ile razy poddałeś się w swoich postanowieniach, marzeniach?
Ile to już razy przekładasz coś na jutro? Odwlekasz w czasie coś co jest nieuniknione.
Tłumaczysz się przed samym sobą, że wszyscy tak robią. Pomaga? Jeśli tak, to musisz być bardzo zdolny, bo w trudno jest oszukać samego siebie. Podobno w życiu są dwie drogi podejmowania decyzji. Jest droga prawidłowa oraz ta łatwiejsza. Podejmowanie decyzji towarzyszy nam każdego dnia.

Dzwoni budzik. Wyje jak co rano. 6:00 przytłacza swoją otoczką. Na zewnątrz ciemno, a pod kołdrą jest tak ciepło. Każdy z nas wie ile to już razy jakiś głos w głowie nakazał nam nacisnąć przycisk ' drzemki '.
To Ty. To Twój głos. Od początku dnia walczysz z samym sobą. Nie pozwól sobie przegrać ze swoim największym strachem, z lękiem, który cały dzień depcze Ci po piętach. Pamiętaj, że tylko od Ciebie zależy czy poddasz się, czy będziesz walczył. Wstań i uświadom sobie, że nastawiłeś ten budzik już wczoraj. Już wczoraj uwierzyłeś w siebie, uwierzyłeś, że uda Ci się wykonać tak prozaiczną czynność. Dałeś sobie szansę więc nie marnuj jej kolejny raz. Niech tym razem będzie inaczej!

Nie daj sobie wmówić, że czegoś nie potrafisz. Stać Cię na marzenia. Stać Cię na to, żeby je spełnić. Niektórzy mówią, że się nie da.. mówią tak, bo im się nie udało. Każdy powinien zdać sobie sprawę z tego, że nic nie dzieje się z jakiegoś powodu i zawsze jest jakiś sposób na pokonanie trudności, jeśli wystarczająco bardzo tego chcesz. Znajdź marzenie, znajdź cel i idź do przodu. Nie zatrzymuj się! Nie poddawaj się!

Pewien chłopak opowiada : " Był rok 2008 kiedy lekarze powiedzieli mi, że serce mojej matki przestało pracować. Powiedzieli, że muszę podjąć decyzję co mają robić : próbować ją wskrzesić, ale to prawdopodobnie połamie jej wszystkie kości i będzie czuła cały ten ból albo po prostu pozwolić jej odejść w spokoju... Miałem więc chwilę na podjęcie decyzji, czy wybieram życie... czy śmierć. Chciałem, żeby decyzja którą podejmę nie dręczyła mnie do końca życia. Więc podjąłem decyzję, by pozwolić jej odejść. Pamiętam, leżałem przy niej i po prostu płakałem jak opętany. Powiedziałem jej wszystko, za co byłem wdzięczny... podziękowałem za to jak mnie wychowała...smutne jest to, że był to jeden JEDYNY raz kiedy tak z nią rozmawiałem. Nigdy nie powiedziałem mamie jak bardzo ją kochałem... nigdy nie powiedziałem jej... nigdy nic jej nie powiedziałem. Do tamtego momentu. Potem pocałowałem ją i pożegnałem się. Poszedłem do poczekalni, znów usłyszałem wszystkie te dźwięki, pikanie umilkło, nie było nic. Spojrzałem do środka i zapytałem czy to już koniec? To był koniec.  Do dziś wciąż myślę o niej. Robiąc pracę do szkoły... robiąc cokolwiek.  Pokazała mi jak kochać, jak być uprzejmym, szczerym, dobrym dla ludzi... Pokazała mi jak żyć każdą sekundą, jakby miała być ostatnią i zawsze pomagać potrzebującym. Jak żyć zwyczajnie, żeby inni mogli po prostu żyć. "
Nie bój się słów, które chcesz wypowiedzieć. Jeśli o czymś myślisz, powiedz to. Powiedz nim będzie za późno. Pójdź do mamy i powiedz, że ją kochasz. Obejmij tatę i szepnij mu to do ucha. Napisz do swojej dziewczyny ' kocham Cię '. Mów Jej to każdego dnia. Nie bój się słów.

Znajdź motywację. Każdy potrzebuje odrobiny motywacji. Gdy będziesz już ją miał, zrób dla świata coś dobrego. Nieważne czy będzie to drobnostka, czy wielki czyn, świat potrzebuje byś zatrzymał się na chwilę i zdał sobie sprawę z tego, że zostałeś stworzony żeby być niesamowitym. Wykorzystaj to i daj innym powód do radości.

Nie poddawaj się
Nie bój się
Nigdy nie mów nigdy
Nie pozwól sobie zatrzymać się tam, gdzie zacząłeś swoją drogę
Sam najlepiej wiesz co jest w Tobie
Stań się tym, kim wiesz, że jesteś !

sobota, 9 lutego 2013

Karma



Zacznie się dość nietypowo. Dopuściłem się strasznego czynu. Zabiłem pająka. Może nie twierdziłbym, że to coś złego ale po przebytym tygodniu wiem, że konsekwencje były straszne. Poniedziałek jak to poniedziałek, monotonny i długi kończył się na oglądaniu filmu w łóżku. Nagle zobaczyłem tą bestię. Serio, miał ze 4 mm biegł jak szalony po ścianie w kierunku mojej ręki. Już chciałem go zdmuchnąć ale ręka zareagowała szybciej niż płuca. Rozgniotłem go na ścianie i gdy spojrzałem na plamkę, którą zostawił pomyślałem sobie, że może mogłem go jednak zdmuchnąć. W końcu nie był groźny, nie rzucił się na mnie, nie próbował zrobić niczego zabawnie niebezpiecznego, a ja go zwyczajnie rozgniotłem. Taki los co nie?

NIE!

Następnego dnia rano poszedłem zaspany do łazienki. Przemyłem twarz wodą i zacząłem się zwyczajnie ' ogarniać ' . Przeważnie stoję w łazience na boso ( na marginesie, już tego nie robię). Gdy tak stałem i myłem zęby poczułem na stopie przyjemne łaskotanie. Łaskotanie które zaczęło wspinać się ku gorze, a gdy było już przy kostce postanowiłem sprawdzić jego przyczynę. Nie uwierzycie, po mojej nodze wspinała się malutka szczypawica. Spanikowałem! Strzepnąłem ją na ziemię i pobiegłem po papcie. Gdy wróciłem już jej nie było. Pomyślałem ' spoko, przecież była mała ' - może i była mała, ale cholernie mnie przestraszyła. Na szczęście wtorek minął bez większych ekscesów i położyłem się spać. Środa zaczęła się leniwie, a każda godzina mijała spokojnie, aż do powrotu do domu. Usiadłem do komputera aby zrobić lekcje. Gdy siedziałem zapatrzony w ekran tuż przed moją głową zauważyłem dziwny czarny punkt. Noszę okulary więc przetarłem je odruchowo myśląc, że są brudne. Nic z tych rzeczy! Wtedy wiedziałem, że w moim domu jest jakaś inwazja robali, które mszczą się za tego pierdka, którego zabiłem dwa dni temu. Długo nie myśląc strzepnąłem pająka z dosłownie niewidzialnej pajęczyny na której zjechał i poszedłem po odkurzacz.
Uwierzcie, jeszcze nigdy tak dokładnie nie odkurzałem. Odkurzyłem każdy kąt, materac, pościel, dywan, nawet szafę. Musiałem mieć pewność, że żaden insekt tego nie przeżyje. Nie chodzi o to, że się ich boję. Zwyczajnie nie znoszę ich. Lekko poddenerwowany usiadłem żeby dokończyć lekcje. Minęło parę godzin a na moim parapecie zauważyłem małego i nieziemsko szybko popierniczającego żuczka czy cokolwiek to było. Zerwałem się jak poparzony i załatwiłem go, Wtedy pomyślałem, że jeżeli miałbym określić to jednym słowem, to właśnie byłoby to słowo karma. Karma za zabicie pająka pierwszego dnia w tym tygodniu robali.
W porządku, należało mi się, ale nie dwa dni z rzędu !
Położyłem się spać, a noc minęła bez większych zmartwień. Czwartek zbliżał się ku końcowi i nic nie miało zakłócić już mojego wolnego czasu. Nie miało, ale zgadnijcie.. zakłóciło. Wskoczyłem pod kołdrę i ułożyłem się do snu. Nagle poczułem, że coś kolejny raz wspina mi się po nodze. Pomyślałem, że to niemożliwe, bo przecież wszystko dokładnie wysprzątałem. Wyskoczyłem z łóżka jak sprinter na starcie i co znalazłem w łóżku? Nie pająka, nie żuczka, tylko śmieszną, malutką mrówkę. Zrzuciłem ją na ziemię i powiedziałem do siebie ' koniec, to musi być koniec tych robali ' . Więc jeśli jakimś cudem to słyszysz mały pająku, zrozumiałem to!! Należało mi się.


Maturzyści, nie zabijajcie pająków bez powodu !
+ uczucie się ostro :D



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wartości



Chociaż ferie dobiegły końca ( każdy dokładnie wiedział ile będą trwały, a i tak zaskoczyły swoim nieoczekiwanym finiszem) to chciałbym zapytać Was o temat, który nie przemija z czasem tak jak dni białego szaleństwa czy błogiego lenistwa. Chodzi mi o wartości. Wiadome jest jedno - każdy ma inne. Wpływa na to wiele czynników. Zaczynając od tego głównego, czyli wychowania, potocznie nazywanego ' pokaż co wyniosłeś z domu ' aż do teraźniejszych kręgów w jakich się obracamy. Nie ukrywajmy ale właśnie one mają dosyć znaczący wpływ na to co postrzegamy jako słuszne, a co jako mało przydatne.
Przykra jest jedna sprawa. Te najważniejsze wartości, które powinny liczyć się w życiu każdego człowieka - Bóg, miłość, rodzina (mógłbym wymienić ich naprawdę mnóstwo) - zestawione są z otoczką życia codziennego, coraz częściej wirtualnego. Chodzi tu głownie o nas, o młodych i często zatwardziałych w swoich przekonaniach ludzi. Nie chcę nikogo obrażać i narzucać odgórnie, że to właśnie Bóg, miłość.. etc. mają Wam przyświecać we wszystkim co robicie. Jednym rodzice wpoili to bez problemów, inni byli bardziej charakterni i sami doszli do swoich własnych wartości. Dla jednych i drugich szacunek, tak trzymać!  Jednak zostaje jeszcze jedna forma postrzegania wartości. To ta trzecia grupa. Osoby dla których czas zatrzymuje się, gdy wkraczają w świat bardziej anonimowy. Poważnie, internet wywołuje zjawiska, które odradzają się i uderzają ze zdwojoną siłą - w świecie wirtualnym. Gdy jeden stara się spędzać czas z rodziną, drugi nerwowo sprawdza nowe powiadomienia. Jedni oddają się chwilom zamyślenia i samopoznania, drudzy ' oddają ' swoje życie dla ' lajków '. Brzmi nieciekawie co? Właśnie tutaj wkraczają nasze wartości. Sytuacje, które budzą we mnie lęk albo oburzenie ktoś może przyjąć ze spokojem, bo to dla Niego chleb powszedni. Ktoś mógłby powiedzieć ' uzbieraj 200 łapek w górę to pogadamy '. Racja, 200 łapek to niezły wyczyn ale serio, do czego jest mi to potrzebne? Skoro tak właśnie postrzegasz wartości życiowe, to dla mnie mógłbyś mieć sto tysięcy takich kciuków, a ja nadal zastanawiałbym się jakie to ma znaczenie. Pomyśl! Bardziej interesuje Cię co robi teraz Kinga w kuchni, albo gdzie i co wcina dziś na obiad Szymon, czy może co Twoja mama myśli na temat obiadu, który dla Niej ugotowałeś?

Jednakże ile ludzi, tyle wyborów, wartości, przekonań. Dobierz i ustal sobie w głowie swoje własne. Nikt nie goni, zrób to rozważnie. Nie żyj w strachu, że coś Cię ominie i przegapisz śmieszne życie na pokaz. Liczy się co innego. To co jest ukryte, to czego nie widzą wszyscy, to co trzymasz dla siebie i bliskich, właśnie to jest prawdziwą wartością!

Pamiętaj, że nie każdy musi wiedzieć co jesz na obiad.


czwartek, 24 stycznia 2013

Bliźniacy



Wyobraź sobie, że siedzisz na lotnisku. Przykładowo w Miami. Na uszach masz słuchawki. Siedzisz bezczynnie, powoli kończy Ci się cierpliwość. Do odlotu jeszcze parę chwil. Siedzisz i obserwujesz zlepek narodowości. Kultura i języki z całego świata tworzą tutaj szum, za którym nie przepadasz - stąd słuchawki na uszach. Nagle Twoją uwagę przyciąga pewna kobieta. Otacza Ją dwójka dzieci więc ryzykujesz stwierdzenie, że musi być ich mamą. Cała trójka ma cudowne kręcone włosy, ciemną karnację i piękne brązowe oczy. Kobieta stara się poskromić małe urwisy i radzi sobie z tym jak profesjonalistka. Teraz ryzykowne stwierdzenie przechodzi w pewność - to mama. Minęło pół godziny odkąd zerkasz w Jej kierunku ale nadal nie potrafisz określić tego, co spowodowało, że tak się zainteresowałeś obcą osobą. Może to Jej wygląd, a może spokój i dobro, które Ją otaczało? Może kojarzy Ci się z jakąś aktorką? Walczysz ze swoimi myślami starając się opisać w głowie to, co Cię w Niej zafrapowało.
Macie to? Widzicie to oczami swojej wyobraźni? 
Teraz powiem Wam coś co może wielu z Was nie zadziwi ale temat warty jest poświęcenia paru sekund.
Mimo iż Miami to dla nas odległe miejsce, a kobieta mogła pochodzić z jeszcze odleglejszych zakątków świata, to możliwe, że może łączyć nas coś nieopisanego, coś co sprawia, że za każdym razem gdy o tym pomyślę, wspomnę, mam ciarki na całym ciele.
Myślę, że każdy z nas wie odrobinę na temat białaczki. Może z lekcji biologii, być może z innych źródeł. 
Fundacja DKMS zajmuje się przeszczepami szpiku kostnego i komórek krwiotwórczych. Ma swój - jeśli można tak to ująć - oddział w Polsce. Pozwólcie mi na chwilę prywaty. Moja kuzynka zmarła na białaczkę. Wiedziałem o tej chorobie bardzo wiele. Znalezienie osoby, która mogłaby oddać szpik osobie chorej to wyczyn na wielką skalę. Obecnie na świecie ok 10 mln osób zadeklarowało, że może oddać swój szpik osobom potrzebującym go. Prawdopodobieństwo pobrania szpiku od osoby deklarującej chęć oddania go wynosi 1:25000.
Zastraszająco niewiele czyż nie? Dokładnie rok temu przebudziłem się w nocy. Dręczył mnie jakiś nieprzyjemny sen. Wstałem, wsunąłem na nogi kapice i poszedłem do kuchni napić się soku. Włączyłem na chwilę tv. Wiedziałem, że mogę spodziewać się wizyty wróżek na ekranie albo pasma durnych telemarketów, które wciskają buble na lewo i prawo. Jednak ku mojemu zdziwieniu pierwszym obrazem na jaki się natknąłem była zwyczajna reklama. Chciałem przełączyć ale ujrzałem parę osób. Na pierwszy rzut oka różnili się od siebie wszystkim. Nie byli spokrewnieni w żaden możliwy sposób. Pojawiła się druga para. Dwie dziewczyny o innym kolorze skóry. Następna para to mała dziewczynka i mężczyzna. Par przybywało i przybywało aż zapełniły cały ekran. Kampania reklamowa ukazywała osoby chore na białaczkę i ich genetycznych bliźniaków. Cudowna nazwa prawda? Mój genetyczny bliźniak. To nie do opisania. Pomyślałem o mojej kuzynce i połączyłem wspomnienia z hasłem fundacji DKMS - Wspólnie przeciw białaczce. Chociaż był środek nocy, pospiesznie włączyłem komputer i wklepałem te 4 literki w wyszukiwarkę a 10 minut później kończyłem czytać jakie warunki trzeba spełniać aby zostać dawcą. Nie spałem przez następne 2 godziny. Byłem zdecydowany, że chce nim zostać. Przeczytałem dosłownie setki postów, wpisów, relacji osób którym było dane oddać szpik. Gdy utwierdziłem się w przekonaniu, że jest to bezbolesne ogarnęło mnie zdziwienie dlaczego więcej osób nie chce dać innym największego daru na świecie - daru życia? Skoro możesz pomóc nieważne czy jesteś bogaty czy biedny, z małego miasta, czy wielkiej metropolii to dlaczego więcej osób się na to nie decyduje? Tutaj stoi pewien haczyk ponieważ nie można przekroczyć 55 roku życia i nie cierpieć na parę chorób, które widnieją w spisie. Nie można też nadużywać alkoholu i narkotyków więc aż przykro powiedzieć ale parę osób, które przyszło mi znać zmarnowało już swoją szansę na pomoc innym. 
Jednak najważniejsza jest decyzja. To wielka odpowiedzialność. Gdy już zarejestrujesz się w bazie dawców szpiku nie ma wyjścia. Wycofać się ? To odebrać komuś szansę. Warto to przemyśleć przed zadecydowaniem. Jednak Jak widzicie na zdjęciu nie odstraszyło mnie to wręcz przeciwnie, spowodowało, że czuje się niesamowicie. Jesteśmy jak ten puzzel w logo fundacji. Jeden symbolizuje dawcę, a drugi osobę potrzebującą przeszczepu. Razem dobrze dopasowani tworzymy całość. Wyobrażacie sobie uczucie, które towarzyszy osobie, która oddała szpik? Pomyśl tylko o tym, że gdzieś niedaleko po Ziemi kroczy osoba, której ofiarowałeś życie. Mało tego! Jest Twoim bliźniakiem genetycznym, nosi dokładnie te same geny. Jesteście w tym razem. Dwa elementy dające jedną całość!

Powracając na koniec jeszcze do sytuacji, o której wyobrażenie prosiłem Was na początku zadajcie sobie pytanie: Jak wygląda mój genetyczny bliźniak? Może to kobieta z lotniska w Miami? Może ktoś kogo dobrze znasz? Może przeciwnie, ktoś kogo nie widziałeś nigdy na oczy.

Dajmy szansę osobom chorym na to, żeby przekonały się jak może wyglądać ich bliźniak :)

P.S. Link do strony fundacji po prawo na górze :)

wtorek, 22 stycznia 2013

Decyzje

Chciałbyś skończyć ze sobą? Wyobraź to sobie. Wracasz pewnego dnia do domu ze szkoły. Masz za sobą kolejny ciężki dzień. Jesteś gotowy by się poddać. Więc idziesz do pokoju, zamykasz drzwi, zaczynasz pisać notkę o samobójstwie, którą przepisujesz co chwilę od nowa. Wyciągasz żyletki i buteleczkę tabletek. Brak Ci odwagi na rozlew krwi więc łykasz garść pigułek, a potem łykasz całą resztę. Leżysz na łóżku, a na Twojej piersi leży pożegnalny list. Zamykasz oczy ostatni raz. Parę godzin później, Twój młodszy brat puka do drzwi, żeby powiedzieć Ci, że obiad jest gotowy. Nie odpowiadasz, więc wchodzi do pokoju. Widzi Ciebie na łóżku. Myśli, że zwyczajnie śpisz. Mówi to Twojej mamie. Mama wchodzi do pokoju, żeby Cię obudzić. Zauważa, że coś jest nie tak. Bierze do ręki papier z Twojej klatki piersiowej i czyta. Nerwowo próbuje Cię obudzić wykrzykując Twoje imię. Młodszy brat zaniepokojony tym wszystkim biegnie po tatę. Tata wbiega do pokoju, patrzy na Twoją płaczącą mamę, która trzyma list siedząc przy ciele, z którego uszło życie. Wszystko do Niego dociera i zaczyna krzyczeć. Łapie stołek, który stał przy Twoim łóżku i miota nim w ścianę. Upada na kolana po czym zaczyna płakać. Mama podchodzi do niego i obejmuje go. Teraz oboje siedzą na podłodze tuląc się do siebie, płacząc. Następnego dnia w szkole pojawia się ogłoszenie. Dyrektor informuje wszystkich o Twoim samobójstwie. Szum korytarzy zamienia się w głuchą ciszę. Wszyscy obwiniają za to siebie. Twoi nauczyciele myślą, że byli dla Ciebie zbyt ostrzy. Popularne dziewczyny, które uważają siebie za lepsze od innych myślą, że to przez te wszystkie wredne rzeczy, które mówiły Ci każdego dnia. Chłopak, który dręczył Cię wyzwiskami, on nie może poradzić sobie z tym, że prócz tych przykrych wyzwisk nigdy nie powiedział Ci jak piękna właściwie byłaś. Twój były chłopak, ten któremu mogłaś powiedzieć o wszystkim, ten który z Tobą zerwał.. Nie może znieść tej wieści. Upada na kolana i zanosi się płaczem. Minutę później ucieka ze szkoły. Twoi przyjaciele? Wyrzucają sobie to, ze nawet nie zauważyli, ze coś jest nie tak. Biją się z myślami, że nie pomogli Ci nim było zbyt późno. Twoja najlepsza przyjaciółka? Jest w szoku. Nie może w to uwierzyć. Wiedziała przez co przechodzisz, ale nie pomyślała nawet, że może być tak źle... Tak źle, byś skończyła ze sobą. Nie płacze, ona nie czuje niczego, jest w amoku. Wychodzi przez tłum i opuszcza szkołę. Wychodząc, ześlizguje się ze schodów. Trzęsie się, krzyczy, ale łzy nie spływają po Jej twarzy.
Parę dni później, wszyscy spotykają się na Twoim pogrzebie. Całe miasto w nim uczestniczy. Każdy dobrze Cię znał. To ta dziewczyna z promiennym uśmiechem i zwariowaną osobowością. Ta, która zawsze służyła pomocą innym. Bezinteresowna dziewczyna. Wiele osób rozmawia o dobrych rzeczach, które dzięki Tobie przytrafiły im się w życiu. Jest ich naprawdę wiele. Druga część osób płacze. Twój młodszy brat nadal nie wie, że się zabiłaś, jest zbyt młody żeby to zrozumieć. Rodzice powiedzieli mu, że nie żyjesz. To go zraniło. Bardzo. Byłaś jego starszą siostrą, powinnaś być zawsze dla niego i przy nim. Twoja najlepsza przyjaciółka trzyma się twardo, lecz gdy zaczynają spuszczać trumnę coraz niżej, wszystko do niej dociera i zaczyna płakać. Trwa to parę dni. Ona ciągle płacze.
Mijają dwa lata. Całą szkoła odwiedza psychologa przynajmniej raz w tygodniu, żeby porozmawiać o tym co miało miejsce. Twoi nauczyciele rzucili swoją pracę. Te wredne dziewczyny stały nadal dręczą słabszych. Chłopak, który wyzywał Cię obraźliwymi słowami zaczął się ciąć. Twój były chłopak nie wie jak jeszcze może kogoś pokochać i zaczyna sypiać z dziewczynami na lewo i prawo. Twoi przyjaciele popadli w depresje. Twoja najlepsza przyjaciółka? Próbowała odebrać sobie życie. Nie udało jej się tak jak Tobie. Twój brat? Odkrył cała prawdę o tym co się stało. Nie radzi sobie z tym, płacze co noc, przechodzi przez to wszystko co Ty przeżywałaś przez lata zanim odebrałaś sobie życie. Twoi rodzice się rozwiedli. Tata stał się pracoholikiem żeby nie skupiać całej uwagi na tym co miało miejsce dwa lata tamu. Twoja mama popadła w ciężką depresje i całymi dniami leży w łóżku.
Ludzi obchodzi to co czujesz. Mimo, że czasami trafiasz na wrednych i niesprawiedliwie traktujących Cię ignorantów. Ludziom zależy. Może się z tym nie zgodzisz ale tak jest. Twoje decyzje nie wpływają tylko na Twoje życie. Dobrze widzisz, ze wpływają na wszystkich. Pomyśl zanim zrobisz lub powiesz coś co może odmienić czyjeś życie. Nie kończ problemów w ten sposób, masz wiele powodów by godnie żyć. Nic nie rozwiąże się jeśli się poddasz.
Błędy zaś są dowodem na to, że próbowałeś. Nie poddawaj się. Jest tak wiele rzeczy dla których warto żyć Nieważne więc jak dobre czy złe jest Twoje życie. Wstawaj rano i dziękuj Bogu za to, że wciąż je masz ! To wielki dar, nie zmarnuj go. Zawsze można je zmienić na lepsze :)



niedziela, 20 stycznia 2013

Chwile radości




Znacie moment, w którym coś do Was dociera? Macie takie momenty olśnienia? Wiem, że nie da się ich wywołać samemu. W większości przypadków przychodzą same, tak nagle. Spróbujmy inaczej..
Zgubiliście się kiedyś rodzicom? W supermarkecie, mniejszym sklepie, na plaży, gdziekolwiek? To straszne uczucie. Co do samego supermarketu - nieważne ile masz lat, to zawsze jest powód do paniki, gdy mamy nie ma w pobliżu. Zastanawiacie się pewnie do czego dążę ? Już wyjaśniam. Jeśli panikowaliście w wymienionych wyżej sytuacjach (jeśli nie, to postawcie się w roli osób, które to przeżyły i spróbujcie wyobrazić to sobie ) to czy przeszła Wam przez głowę myśl, że możecie nie zobaczyć już rodziców? Oczywiście to pytanie, które trafia raczej w wiek dziecięcy, gdy niewiele wiedziało się o świecie. Wracając do pytania - ja tak miałem. Ta głupia teraz dla mnie myśl, przebiegła mi przez głowę. Parę lat później, gdy chciałem zapytać o coś tym razem tatę, a obróciwszy się nie zobaczyłem go w pobliżu ( choć wiedziałem, że zwyczajnie musiał zmienić dział z mrożonek na akcesoria sportowe) naszła mnie chwila olśnienia, o które Was pytałem. Chociaż byłem już parę lat starszy, dotarło do mnie, że nie chcę już więcej zostać sam. Może dlatego nie znoszę samotności w domu. Nie cierpię siedzieć sam! Myślę, że to jedno z 3 życzeń, o które mógłbym poprosić złotą rybkę, gdybym tylko oczywiście wiedział gdzie ją złapać. Brzmiałoby one ' abym miał do końca życia rodzinę, która będzie ze sobą zawsze, nieważne co '.
Spójrz na to tak :
Mieszkasz w małym mieszkanku i jest Ci z tym źle? Przeżyjesz to. Pamiętaj, że mieszkanie to mieszkanie ale DOM tworzysz razem ze swoimi najbliższymi. Twój dom może być wielki jeśli chcesz tego tak samo mocno jak inni.
Mama działa Ci na nerwy, bo czepia się, że coś jest nie tak jak powinno być? Wiesz o tym w głębi ducha, że może nie lubisz swojej mamy każdego dnia, ale kochasz Ją w każdej sekundzie.
Rodzice mówią, że szybko dorastamy. To prawda, rośniemy i rośniemy, nagle z 10 robi się 20 lat i jesteśmy gotowi na samodzielne życie. Wiecie co jeszcze jest prawdą? Nie tylko my się starzejemy. Często jesteśmy zbyt zajęci ' dorastaniem ' i zapominamy, że Oni już nie młodnieją. Coraz częściej potrzebują pomocy, a wszystko co ich uszczęśliwia, to chwila spędzona z nami. Przegadana, przemilczana, nieważne jaka, ważne, że mogą ją z nami dzielić.
Czasami chciałbym spotkać moich rodziców w wersji nastolatków. Poznać ich w wieku w jakim teraz jestem. Może to byłoby drugie życzenie, kto wie.
Natknąłem się na bardzo piękne zdanie, które idealnie pasuje do mojej dzisiejszej chwili przemyśleń.
Wiecie dlaczego miłość jest ślepa? Bo mama zaczęła Cię kochać, nim jeszcze Cię ujrzała.
Cholerka, aż ciarki przechodzą na myśl ile razy zamiast zrobić coś pożytecznego i ulżyć kobiecie, która nosiła mnie 9 miesięcy z trudami, ja wolałem robić coś bezcelowego, bo zwyczajnie nie chciało mi się pomóc. Nie chodzi mi o to żeby teraz wzbudzić w kimś poczucie winy (jeśli czuje coś podobnego do mnie ). Raczej chciałbym tym tekstem zachęcić Was do tego, żebyście spędzili więcej czasu ze swoją rodziną. Żeby tata, mama, siostra, brat, znali Was lepiej, niż FB, Tumblr, TT, czy inny portal. Znajomości się rozpadają, rodzina zostaje na zawsze. Chyba potrzebujemy kogoś, kto nie ucieknie z naszego życia prawda? :)
Bo właśnie tu, w rodzinie, nasze życie się zaczęło, a miłość nigdy się nie skończy!

Jeszcze jedno! Jeśli Wasz brat przyprowadza do domu dziewczynę, to wszyscy się cieszą, a tata jest dumny. Znacie to?
Jeśli jednak córka przyprowadza do domu chłopaka, to cieszy się głownie mama, a tata ładuje strzelbę naboja.. nie nie, tylko żartowałem! Tata też się cieszy chociaż nie okazuje tego zbytnio, bo jego córka jest dla niego księżniczką, a on z roli króla przechodzi właśnie w rolę detektywa. Mimowolnie. Ktoś chciałby żeby mu to wytłumaczyć? Więc... nie da się. :P Jestem starszym bratem i czuję to samo, gdy moja siostra opowiada o chłopakach ze szkoły. To właśnie jeden z aspektów, które sprawiają, że miłość w rodzinie była, jest i pozostanie na zawsze. Tak się o siebie troszczymy.


Nie wiem jak Wy, ale ja mam ochotę spędzić trochę czasu ze swoimi najbliższymi! :)


P.S. Trzecim życzeniem byłoby założenie szczęśliwej rodziny! :)
Nawet jeśli nie złapię tej rybki, spełnię numer 3!

środa, 16 stycznia 2013

Czas wolny



Zastanawialiście się kiedyś nad tym co dzieje się coraz częściej z naszym wolnym czasem? To trochę zabawne." Nasze życie staje się cyfrowe, a przyjaciele wirtualni " - Travis Rice ujął to bardzo trafnie. Idąc dalej tym tropem, wszystko czego chcemy się dowiedzieć jest w zasięgu kliknięcia. Wszyscy dobrze wiemy, że pozostało wiele osób, którym doświadczenie świata poprzez informacje z drugiej ręki nie wystarcza. Ze spokojnym sumieniem mogę zaliczyć się do tej grupy. Szczerze? Nie wyobrażam sobie życia leniucha, który nie ma ochoty poznawać świata. Musisz zacząć działać jeśli chcesz poznać prawdę. Jaką prawdę zapytacie? Prawdę o sobie. Tą często najbardziej bolesną prawdę, która dosłownie w oczy kole. Spójrzcie na to z innej strony. Nie pozna się swojego potencjału dopóki nie zmusimy się, by go odnaleźć. Odnajdywanie siebie prowadzi nas do zakamarków naszej duszy, do poznania otoczenia, do najdzikszych miejsc na Ziemi.
Jeden jest typem kanapowca i nie ma zamiaru tego zmieniać, bo tak jest wygodnie, a drugi uprawia sport bez którego nie może żyć. Koleżanka koleżanki odnosi sukcesy w karate, a jeszcze inna śpiewa tak, że wszyscy klękają z zachwytu. Jak widzicie wszyscy, no może prócz ' kanapowca ' robią coś ze swoim czasem wolnym, szukają pasji bądź doskonalą swoje umiejętności.
Cholerka! Jest jeszcze jedna niezrozumiała sprawa. Jak ktoś kto ma dwie ręce i dwie nogi i jest okazem zdrowia nie robi niczego produktywnego? Tak wiem, to wolny kraj, każdy ma prawo robić co mu się tylko podoba ale aż krew człowieka zalewa. Sam kiedyś przepuszczałem czas przez palce ślęcząc przed komputerem w czasach gimnazjum ale w samą porę się ocknąłem. Może dlatego patrzę na takie osoby z takim wyrzutem. Chciałoby się im pomóc ale czasami nie da się zrobić niczego wbrew ich woli. Małe cuda zdarzają się każdego dnia więc oby te normy tracenia czasu łapały się w listę małych cudów.
Nastały czasy, które prowadzą do tego, że wchodząc do sklepu i patrząc przykładowo na regał z sokami będziemy mieli informację na temat ilości poleceń albo kliknięć ' lubię to ' pod produktem. Te i inne wizje przyszłości sprawiają, że obraz apokalipsy jest coraz bliżej. Jesteśmy zgubieni! Tak serio, to nie jest aż tak źle ale biadolenie od czasu do czasu jest zawsze mile widziane w  życiu statystycznego Polaka.
Teraz tak całkiem poważnie. Uczucie zrobienia czegoś dobrego i zachowanie tego tylko dla siebie i najbliższych daje dużo więcej radości i pozytywnej siły niż zebranie 25 lajków pod wpisem na temat tego co robiło się podczas dnia. Jeśli uważasz, że nie albo lekko się wahasz, to znak, że coś się dzieję. No zgrywam się zgrywam... to znak, że JEST ŹLE! :P
Zastanówcie się dobrze co robicie ze swoim czasem wolnym, bo od tego może zależeć to kim zostaniecie. Kształtujcie więc siebie. Trzymam kciuki za każdego z Was z osobna. Poświęćcie się swojej pasji.

No a my - maturzyści, poświęćmy się nauce.
Brzmi katastrofalnie...
Ale nikt pączków nie obiecywał ! :D