poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wartości



Chociaż ferie dobiegły końca ( każdy dokładnie wiedział ile będą trwały, a i tak zaskoczyły swoim nieoczekiwanym finiszem) to chciałbym zapytać Was o temat, który nie przemija z czasem tak jak dni białego szaleństwa czy błogiego lenistwa. Chodzi mi o wartości. Wiadome jest jedno - każdy ma inne. Wpływa na to wiele czynników. Zaczynając od tego głównego, czyli wychowania, potocznie nazywanego ' pokaż co wyniosłeś z domu ' aż do teraźniejszych kręgów w jakich się obracamy. Nie ukrywajmy ale właśnie one mają dosyć znaczący wpływ na to co postrzegamy jako słuszne, a co jako mało przydatne.
Przykra jest jedna sprawa. Te najważniejsze wartości, które powinny liczyć się w życiu każdego człowieka - Bóg, miłość, rodzina (mógłbym wymienić ich naprawdę mnóstwo) - zestawione są z otoczką życia codziennego, coraz częściej wirtualnego. Chodzi tu głownie o nas, o młodych i często zatwardziałych w swoich przekonaniach ludzi. Nie chcę nikogo obrażać i narzucać odgórnie, że to właśnie Bóg, miłość.. etc. mają Wam przyświecać we wszystkim co robicie. Jednym rodzice wpoili to bez problemów, inni byli bardziej charakterni i sami doszli do swoich własnych wartości. Dla jednych i drugich szacunek, tak trzymać!  Jednak zostaje jeszcze jedna forma postrzegania wartości. To ta trzecia grupa. Osoby dla których czas zatrzymuje się, gdy wkraczają w świat bardziej anonimowy. Poważnie, internet wywołuje zjawiska, które odradzają się i uderzają ze zdwojoną siłą - w świecie wirtualnym. Gdy jeden stara się spędzać czas z rodziną, drugi nerwowo sprawdza nowe powiadomienia. Jedni oddają się chwilom zamyślenia i samopoznania, drudzy ' oddają ' swoje życie dla ' lajków '. Brzmi nieciekawie co? Właśnie tutaj wkraczają nasze wartości. Sytuacje, które budzą we mnie lęk albo oburzenie ktoś może przyjąć ze spokojem, bo to dla Niego chleb powszedni. Ktoś mógłby powiedzieć ' uzbieraj 200 łapek w górę to pogadamy '. Racja, 200 łapek to niezły wyczyn ale serio, do czego jest mi to potrzebne? Skoro tak właśnie postrzegasz wartości życiowe, to dla mnie mógłbyś mieć sto tysięcy takich kciuków, a ja nadal zastanawiałbym się jakie to ma znaczenie. Pomyśl! Bardziej interesuje Cię co robi teraz Kinga w kuchni, albo gdzie i co wcina dziś na obiad Szymon, czy może co Twoja mama myśli na temat obiadu, który dla Niej ugotowałeś?

Jednakże ile ludzi, tyle wyborów, wartości, przekonań. Dobierz i ustal sobie w głowie swoje własne. Nikt nie goni, zrób to rozważnie. Nie żyj w strachu, że coś Cię ominie i przegapisz śmieszne życie na pokaz. Liczy się co innego. To co jest ukryte, to czego nie widzą wszyscy, to co trzymasz dla siebie i bliskich, właśnie to jest prawdziwą wartością!

Pamiętaj, że nie każdy musi wiedzieć co jesz na obiad.


czwartek, 24 stycznia 2013

Bliźniacy



Wyobraź sobie, że siedzisz na lotnisku. Przykładowo w Miami. Na uszach masz słuchawki. Siedzisz bezczynnie, powoli kończy Ci się cierpliwość. Do odlotu jeszcze parę chwil. Siedzisz i obserwujesz zlepek narodowości. Kultura i języki z całego świata tworzą tutaj szum, za którym nie przepadasz - stąd słuchawki na uszach. Nagle Twoją uwagę przyciąga pewna kobieta. Otacza Ją dwójka dzieci więc ryzykujesz stwierdzenie, że musi być ich mamą. Cała trójka ma cudowne kręcone włosy, ciemną karnację i piękne brązowe oczy. Kobieta stara się poskromić małe urwisy i radzi sobie z tym jak profesjonalistka. Teraz ryzykowne stwierdzenie przechodzi w pewność - to mama. Minęło pół godziny odkąd zerkasz w Jej kierunku ale nadal nie potrafisz określić tego, co spowodowało, że tak się zainteresowałeś obcą osobą. Może to Jej wygląd, a może spokój i dobro, które Ją otaczało? Może kojarzy Ci się z jakąś aktorką? Walczysz ze swoimi myślami starając się opisać w głowie to, co Cię w Niej zafrapowało.
Macie to? Widzicie to oczami swojej wyobraźni? 
Teraz powiem Wam coś co może wielu z Was nie zadziwi ale temat warty jest poświęcenia paru sekund.
Mimo iż Miami to dla nas odległe miejsce, a kobieta mogła pochodzić z jeszcze odleglejszych zakątków świata, to możliwe, że może łączyć nas coś nieopisanego, coś co sprawia, że za każdym razem gdy o tym pomyślę, wspomnę, mam ciarki na całym ciele.
Myślę, że każdy z nas wie odrobinę na temat białaczki. Może z lekcji biologii, być może z innych źródeł. 
Fundacja DKMS zajmuje się przeszczepami szpiku kostnego i komórek krwiotwórczych. Ma swój - jeśli można tak to ująć - oddział w Polsce. Pozwólcie mi na chwilę prywaty. Moja kuzynka zmarła na białaczkę. Wiedziałem o tej chorobie bardzo wiele. Znalezienie osoby, która mogłaby oddać szpik osobie chorej to wyczyn na wielką skalę. Obecnie na świecie ok 10 mln osób zadeklarowało, że może oddać swój szpik osobom potrzebującym go. Prawdopodobieństwo pobrania szpiku od osoby deklarującej chęć oddania go wynosi 1:25000.
Zastraszająco niewiele czyż nie? Dokładnie rok temu przebudziłem się w nocy. Dręczył mnie jakiś nieprzyjemny sen. Wstałem, wsunąłem na nogi kapice i poszedłem do kuchni napić się soku. Włączyłem na chwilę tv. Wiedziałem, że mogę spodziewać się wizyty wróżek na ekranie albo pasma durnych telemarketów, które wciskają buble na lewo i prawo. Jednak ku mojemu zdziwieniu pierwszym obrazem na jaki się natknąłem była zwyczajna reklama. Chciałem przełączyć ale ujrzałem parę osób. Na pierwszy rzut oka różnili się od siebie wszystkim. Nie byli spokrewnieni w żaden możliwy sposób. Pojawiła się druga para. Dwie dziewczyny o innym kolorze skóry. Następna para to mała dziewczynka i mężczyzna. Par przybywało i przybywało aż zapełniły cały ekran. Kampania reklamowa ukazywała osoby chore na białaczkę i ich genetycznych bliźniaków. Cudowna nazwa prawda? Mój genetyczny bliźniak. To nie do opisania. Pomyślałem o mojej kuzynce i połączyłem wspomnienia z hasłem fundacji DKMS - Wspólnie przeciw białaczce. Chociaż był środek nocy, pospiesznie włączyłem komputer i wklepałem te 4 literki w wyszukiwarkę a 10 minut później kończyłem czytać jakie warunki trzeba spełniać aby zostać dawcą. Nie spałem przez następne 2 godziny. Byłem zdecydowany, że chce nim zostać. Przeczytałem dosłownie setki postów, wpisów, relacji osób którym było dane oddać szpik. Gdy utwierdziłem się w przekonaniu, że jest to bezbolesne ogarnęło mnie zdziwienie dlaczego więcej osób nie chce dać innym największego daru na świecie - daru życia? Skoro możesz pomóc nieważne czy jesteś bogaty czy biedny, z małego miasta, czy wielkiej metropolii to dlaczego więcej osób się na to nie decyduje? Tutaj stoi pewien haczyk ponieważ nie można przekroczyć 55 roku życia i nie cierpieć na parę chorób, które widnieją w spisie. Nie można też nadużywać alkoholu i narkotyków więc aż przykro powiedzieć ale parę osób, które przyszło mi znać zmarnowało już swoją szansę na pomoc innym. 
Jednak najważniejsza jest decyzja. To wielka odpowiedzialność. Gdy już zarejestrujesz się w bazie dawców szpiku nie ma wyjścia. Wycofać się ? To odebrać komuś szansę. Warto to przemyśleć przed zadecydowaniem. Jednak Jak widzicie na zdjęciu nie odstraszyło mnie to wręcz przeciwnie, spowodowało, że czuje się niesamowicie. Jesteśmy jak ten puzzel w logo fundacji. Jeden symbolizuje dawcę, a drugi osobę potrzebującą przeszczepu. Razem dobrze dopasowani tworzymy całość. Wyobrażacie sobie uczucie, które towarzyszy osobie, która oddała szpik? Pomyśl tylko o tym, że gdzieś niedaleko po Ziemi kroczy osoba, której ofiarowałeś życie. Mało tego! Jest Twoim bliźniakiem genetycznym, nosi dokładnie te same geny. Jesteście w tym razem. Dwa elementy dające jedną całość!

Powracając na koniec jeszcze do sytuacji, o której wyobrażenie prosiłem Was na początku zadajcie sobie pytanie: Jak wygląda mój genetyczny bliźniak? Może to kobieta z lotniska w Miami? Może ktoś kogo dobrze znasz? Może przeciwnie, ktoś kogo nie widziałeś nigdy na oczy.

Dajmy szansę osobom chorym na to, żeby przekonały się jak może wyglądać ich bliźniak :)

P.S. Link do strony fundacji po prawo na górze :)

wtorek, 22 stycznia 2013

Decyzje

Chciałbyś skończyć ze sobą? Wyobraź to sobie. Wracasz pewnego dnia do domu ze szkoły. Masz za sobą kolejny ciężki dzień. Jesteś gotowy by się poddać. Więc idziesz do pokoju, zamykasz drzwi, zaczynasz pisać notkę o samobójstwie, którą przepisujesz co chwilę od nowa. Wyciągasz żyletki i buteleczkę tabletek. Brak Ci odwagi na rozlew krwi więc łykasz garść pigułek, a potem łykasz całą resztę. Leżysz na łóżku, a na Twojej piersi leży pożegnalny list. Zamykasz oczy ostatni raz. Parę godzin później, Twój młodszy brat puka do drzwi, żeby powiedzieć Ci, że obiad jest gotowy. Nie odpowiadasz, więc wchodzi do pokoju. Widzi Ciebie na łóżku. Myśli, że zwyczajnie śpisz. Mówi to Twojej mamie. Mama wchodzi do pokoju, żeby Cię obudzić. Zauważa, że coś jest nie tak. Bierze do ręki papier z Twojej klatki piersiowej i czyta. Nerwowo próbuje Cię obudzić wykrzykując Twoje imię. Młodszy brat zaniepokojony tym wszystkim biegnie po tatę. Tata wbiega do pokoju, patrzy na Twoją płaczącą mamę, która trzyma list siedząc przy ciele, z którego uszło życie. Wszystko do Niego dociera i zaczyna krzyczeć. Łapie stołek, który stał przy Twoim łóżku i miota nim w ścianę. Upada na kolana po czym zaczyna płakać. Mama podchodzi do niego i obejmuje go. Teraz oboje siedzą na podłodze tuląc się do siebie, płacząc. Następnego dnia w szkole pojawia się ogłoszenie. Dyrektor informuje wszystkich o Twoim samobójstwie. Szum korytarzy zamienia się w głuchą ciszę. Wszyscy obwiniają za to siebie. Twoi nauczyciele myślą, że byli dla Ciebie zbyt ostrzy. Popularne dziewczyny, które uważają siebie za lepsze od innych myślą, że to przez te wszystkie wredne rzeczy, które mówiły Ci każdego dnia. Chłopak, który dręczył Cię wyzwiskami, on nie może poradzić sobie z tym, że prócz tych przykrych wyzwisk nigdy nie powiedział Ci jak piękna właściwie byłaś. Twój były chłopak, ten któremu mogłaś powiedzieć o wszystkim, ten który z Tobą zerwał.. Nie może znieść tej wieści. Upada na kolana i zanosi się płaczem. Minutę później ucieka ze szkoły. Twoi przyjaciele? Wyrzucają sobie to, ze nawet nie zauważyli, ze coś jest nie tak. Biją się z myślami, że nie pomogli Ci nim było zbyt późno. Twoja najlepsza przyjaciółka? Jest w szoku. Nie może w to uwierzyć. Wiedziała przez co przechodzisz, ale nie pomyślała nawet, że może być tak źle... Tak źle, byś skończyła ze sobą. Nie płacze, ona nie czuje niczego, jest w amoku. Wychodzi przez tłum i opuszcza szkołę. Wychodząc, ześlizguje się ze schodów. Trzęsie się, krzyczy, ale łzy nie spływają po Jej twarzy.
Parę dni później, wszyscy spotykają się na Twoim pogrzebie. Całe miasto w nim uczestniczy. Każdy dobrze Cię znał. To ta dziewczyna z promiennym uśmiechem i zwariowaną osobowością. Ta, która zawsze służyła pomocą innym. Bezinteresowna dziewczyna. Wiele osób rozmawia o dobrych rzeczach, które dzięki Tobie przytrafiły im się w życiu. Jest ich naprawdę wiele. Druga część osób płacze. Twój młodszy brat nadal nie wie, że się zabiłaś, jest zbyt młody żeby to zrozumieć. Rodzice powiedzieli mu, że nie żyjesz. To go zraniło. Bardzo. Byłaś jego starszą siostrą, powinnaś być zawsze dla niego i przy nim. Twoja najlepsza przyjaciółka trzyma się twardo, lecz gdy zaczynają spuszczać trumnę coraz niżej, wszystko do niej dociera i zaczyna płakać. Trwa to parę dni. Ona ciągle płacze.
Mijają dwa lata. Całą szkoła odwiedza psychologa przynajmniej raz w tygodniu, żeby porozmawiać o tym co miało miejsce. Twoi nauczyciele rzucili swoją pracę. Te wredne dziewczyny stały nadal dręczą słabszych. Chłopak, który wyzywał Cię obraźliwymi słowami zaczął się ciąć. Twój były chłopak nie wie jak jeszcze może kogoś pokochać i zaczyna sypiać z dziewczynami na lewo i prawo. Twoi przyjaciele popadli w depresje. Twoja najlepsza przyjaciółka? Próbowała odebrać sobie życie. Nie udało jej się tak jak Tobie. Twój brat? Odkrył cała prawdę o tym co się stało. Nie radzi sobie z tym, płacze co noc, przechodzi przez to wszystko co Ty przeżywałaś przez lata zanim odebrałaś sobie życie. Twoi rodzice się rozwiedli. Tata stał się pracoholikiem żeby nie skupiać całej uwagi na tym co miało miejsce dwa lata tamu. Twoja mama popadła w ciężką depresje i całymi dniami leży w łóżku.
Ludzi obchodzi to co czujesz. Mimo, że czasami trafiasz na wrednych i niesprawiedliwie traktujących Cię ignorantów. Ludziom zależy. Może się z tym nie zgodzisz ale tak jest. Twoje decyzje nie wpływają tylko na Twoje życie. Dobrze widzisz, ze wpływają na wszystkich. Pomyśl zanim zrobisz lub powiesz coś co może odmienić czyjeś życie. Nie kończ problemów w ten sposób, masz wiele powodów by godnie żyć. Nic nie rozwiąże się jeśli się poddasz.
Błędy zaś są dowodem na to, że próbowałeś. Nie poddawaj się. Jest tak wiele rzeczy dla których warto żyć Nieważne więc jak dobre czy złe jest Twoje życie. Wstawaj rano i dziękuj Bogu za to, że wciąż je masz ! To wielki dar, nie zmarnuj go. Zawsze można je zmienić na lepsze :)



niedziela, 20 stycznia 2013

Chwile radości




Znacie moment, w którym coś do Was dociera? Macie takie momenty olśnienia? Wiem, że nie da się ich wywołać samemu. W większości przypadków przychodzą same, tak nagle. Spróbujmy inaczej..
Zgubiliście się kiedyś rodzicom? W supermarkecie, mniejszym sklepie, na plaży, gdziekolwiek? To straszne uczucie. Co do samego supermarketu - nieważne ile masz lat, to zawsze jest powód do paniki, gdy mamy nie ma w pobliżu. Zastanawiacie się pewnie do czego dążę ? Już wyjaśniam. Jeśli panikowaliście w wymienionych wyżej sytuacjach (jeśli nie, to postawcie się w roli osób, które to przeżyły i spróbujcie wyobrazić to sobie ) to czy przeszła Wam przez głowę myśl, że możecie nie zobaczyć już rodziców? Oczywiście to pytanie, które trafia raczej w wiek dziecięcy, gdy niewiele wiedziało się o świecie. Wracając do pytania - ja tak miałem. Ta głupia teraz dla mnie myśl, przebiegła mi przez głowę. Parę lat później, gdy chciałem zapytać o coś tym razem tatę, a obróciwszy się nie zobaczyłem go w pobliżu ( choć wiedziałem, że zwyczajnie musiał zmienić dział z mrożonek na akcesoria sportowe) naszła mnie chwila olśnienia, o które Was pytałem. Chociaż byłem już parę lat starszy, dotarło do mnie, że nie chcę już więcej zostać sam. Może dlatego nie znoszę samotności w domu. Nie cierpię siedzieć sam! Myślę, że to jedno z 3 życzeń, o które mógłbym poprosić złotą rybkę, gdybym tylko oczywiście wiedział gdzie ją złapać. Brzmiałoby one ' abym miał do końca życia rodzinę, która będzie ze sobą zawsze, nieważne co '.
Spójrz na to tak :
Mieszkasz w małym mieszkanku i jest Ci z tym źle? Przeżyjesz to. Pamiętaj, że mieszkanie to mieszkanie ale DOM tworzysz razem ze swoimi najbliższymi. Twój dom może być wielki jeśli chcesz tego tak samo mocno jak inni.
Mama działa Ci na nerwy, bo czepia się, że coś jest nie tak jak powinno być? Wiesz o tym w głębi ducha, że może nie lubisz swojej mamy każdego dnia, ale kochasz Ją w każdej sekundzie.
Rodzice mówią, że szybko dorastamy. To prawda, rośniemy i rośniemy, nagle z 10 robi się 20 lat i jesteśmy gotowi na samodzielne życie. Wiecie co jeszcze jest prawdą? Nie tylko my się starzejemy. Często jesteśmy zbyt zajęci ' dorastaniem ' i zapominamy, że Oni już nie młodnieją. Coraz częściej potrzebują pomocy, a wszystko co ich uszczęśliwia, to chwila spędzona z nami. Przegadana, przemilczana, nieważne jaka, ważne, że mogą ją z nami dzielić.
Czasami chciałbym spotkać moich rodziców w wersji nastolatków. Poznać ich w wieku w jakim teraz jestem. Może to byłoby drugie życzenie, kto wie.
Natknąłem się na bardzo piękne zdanie, które idealnie pasuje do mojej dzisiejszej chwili przemyśleń.
Wiecie dlaczego miłość jest ślepa? Bo mama zaczęła Cię kochać, nim jeszcze Cię ujrzała.
Cholerka, aż ciarki przechodzą na myśl ile razy zamiast zrobić coś pożytecznego i ulżyć kobiecie, która nosiła mnie 9 miesięcy z trudami, ja wolałem robić coś bezcelowego, bo zwyczajnie nie chciało mi się pomóc. Nie chodzi mi o to żeby teraz wzbudzić w kimś poczucie winy (jeśli czuje coś podobnego do mnie ). Raczej chciałbym tym tekstem zachęcić Was do tego, żebyście spędzili więcej czasu ze swoją rodziną. Żeby tata, mama, siostra, brat, znali Was lepiej, niż FB, Tumblr, TT, czy inny portal. Znajomości się rozpadają, rodzina zostaje na zawsze. Chyba potrzebujemy kogoś, kto nie ucieknie z naszego życia prawda? :)
Bo właśnie tu, w rodzinie, nasze życie się zaczęło, a miłość nigdy się nie skończy!

Jeszcze jedno! Jeśli Wasz brat przyprowadza do domu dziewczynę, to wszyscy się cieszą, a tata jest dumny. Znacie to?
Jeśli jednak córka przyprowadza do domu chłopaka, to cieszy się głownie mama, a tata ładuje strzelbę naboja.. nie nie, tylko żartowałem! Tata też się cieszy chociaż nie okazuje tego zbytnio, bo jego córka jest dla niego księżniczką, a on z roli króla przechodzi właśnie w rolę detektywa. Mimowolnie. Ktoś chciałby żeby mu to wytłumaczyć? Więc... nie da się. :P Jestem starszym bratem i czuję to samo, gdy moja siostra opowiada o chłopakach ze szkoły. To właśnie jeden z aspektów, które sprawiają, że miłość w rodzinie była, jest i pozostanie na zawsze. Tak się o siebie troszczymy.


Nie wiem jak Wy, ale ja mam ochotę spędzić trochę czasu ze swoimi najbliższymi! :)


P.S. Trzecim życzeniem byłoby założenie szczęśliwej rodziny! :)
Nawet jeśli nie złapię tej rybki, spełnię numer 3!

środa, 16 stycznia 2013

Czas wolny



Zastanawialiście się kiedyś nad tym co dzieje się coraz częściej z naszym wolnym czasem? To trochę zabawne." Nasze życie staje się cyfrowe, a przyjaciele wirtualni " - Travis Rice ujął to bardzo trafnie. Idąc dalej tym tropem, wszystko czego chcemy się dowiedzieć jest w zasięgu kliknięcia. Wszyscy dobrze wiemy, że pozostało wiele osób, którym doświadczenie świata poprzez informacje z drugiej ręki nie wystarcza. Ze spokojnym sumieniem mogę zaliczyć się do tej grupy. Szczerze? Nie wyobrażam sobie życia leniucha, który nie ma ochoty poznawać świata. Musisz zacząć działać jeśli chcesz poznać prawdę. Jaką prawdę zapytacie? Prawdę o sobie. Tą często najbardziej bolesną prawdę, która dosłownie w oczy kole. Spójrzcie na to z innej strony. Nie pozna się swojego potencjału dopóki nie zmusimy się, by go odnaleźć. Odnajdywanie siebie prowadzi nas do zakamarków naszej duszy, do poznania otoczenia, do najdzikszych miejsc na Ziemi.
Jeden jest typem kanapowca i nie ma zamiaru tego zmieniać, bo tak jest wygodnie, a drugi uprawia sport bez którego nie może żyć. Koleżanka koleżanki odnosi sukcesy w karate, a jeszcze inna śpiewa tak, że wszyscy klękają z zachwytu. Jak widzicie wszyscy, no może prócz ' kanapowca ' robią coś ze swoim czasem wolnym, szukają pasji bądź doskonalą swoje umiejętności.
Cholerka! Jest jeszcze jedna niezrozumiała sprawa. Jak ktoś kto ma dwie ręce i dwie nogi i jest okazem zdrowia nie robi niczego produktywnego? Tak wiem, to wolny kraj, każdy ma prawo robić co mu się tylko podoba ale aż krew człowieka zalewa. Sam kiedyś przepuszczałem czas przez palce ślęcząc przed komputerem w czasach gimnazjum ale w samą porę się ocknąłem. Może dlatego patrzę na takie osoby z takim wyrzutem. Chciałoby się im pomóc ale czasami nie da się zrobić niczego wbrew ich woli. Małe cuda zdarzają się każdego dnia więc oby te normy tracenia czasu łapały się w listę małych cudów.
Nastały czasy, które prowadzą do tego, że wchodząc do sklepu i patrząc przykładowo na regał z sokami będziemy mieli informację na temat ilości poleceń albo kliknięć ' lubię to ' pod produktem. Te i inne wizje przyszłości sprawiają, że obraz apokalipsy jest coraz bliżej. Jesteśmy zgubieni! Tak serio, to nie jest aż tak źle ale biadolenie od czasu do czasu jest zawsze mile widziane w  życiu statystycznego Polaka.
Teraz tak całkiem poważnie. Uczucie zrobienia czegoś dobrego i zachowanie tego tylko dla siebie i najbliższych daje dużo więcej radości i pozytywnej siły niż zebranie 25 lajków pod wpisem na temat tego co robiło się podczas dnia. Jeśli uważasz, że nie albo lekko się wahasz, to znak, że coś się dzieję. No zgrywam się zgrywam... to znak, że JEST ŹLE! :P
Zastanówcie się dobrze co robicie ze swoim czasem wolnym, bo od tego może zależeć to kim zostaniecie. Kształtujcie więc siebie. Trzymam kciuki za każdego z Was z osobna. Poświęćcie się swojej pasji.

No a my - maturzyści, poświęćmy się nauce.
Brzmi katastrofalnie...
Ale nikt pączków nie obiecywał ! :D


wtorek, 15 stycznia 2013

Przygoda



Macie czasami ochotę uciec w siną dal? Tak daleko, żeby nikt Was nie znalazł? Ba! Tak daleko, żeby nawet przestali szukać? Może macie ochotę kupić bilet na autobus, pociąg, samolot i wydostać się z tego całego absurdu, który Was otacza w trudnych sytuacjach? Albo zwyczajnie założyć buty na nogi, zarzucić plecak na plecy i pomaszerować znanym szlakiem. Złapać za rękę ukochaną osobę i nie martwiąc się niczym po prostu iść przed siebie.
Dużo pytań jak na wstęp czyż nie? To było następne, chyba jestem w tym kiepski. Nikt na pewno nie zatrudniłby mnie jako osobę przesłuchującą przestępców, w ogóle przesłuchującą kogokolwiek.
Od lat interesuje mnie kraj na 3 litery znajdujący się za wielką wodą. Odkąd znalazłem swoją drugą połowę, zaczęła się nasza wspólna fascynacja ojczyzną wuja Sam'a. Właśnie tam zostały ' uwięzione ' - w dobrym znaczeniu tego słowa - nasze myśli. Znacie to uczucie, w którym na lekcji jest tak nudno, że długopis sam pakuje się do buzi, a stopy tańczą zwariowane układy pod lekko za małym krzesłem? Właśnie wtedy myślami jestem w obrazie przyszłości. Uciekam wtedy gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie, gdzieś gdzie nikt by się mnie nie spodziewał. Może to wyda się dziwne, bo uciekam tam myślami ale właśnie to sprawia, że coraz bardziej chcę tam uciec fizycznie. Kiedyś nadejdzie ten dzień. To tak jak pisałem - wielkie marzenie.
Nie chcę nikogo urazić, lecz chyba nikt nie uczy się jeszcze do matury w takim stopniu, żeby nie znaleźć czasu na obejrzenie jakiegoś filmu. Właśnie wtedy mamy styczność z kolejną ' ucieczką ' w myślach. Przenosimy się do świata bohatera, czasem nawet stawiamy się w jego sytuacji i wyobrażamy sobie samych siebie w miejscu, w którym toczy się akcja. Naprawdę niezliczoną ilość razy byłem ninja w Japonii, czy koszykarzem w USA. Tylko ode mnie zależało dokąd ucieknę. Wystarczyło wybrać film. Lecz zdarzają się też wycieczki realne. W godzinę obmyślasz cały plan i jedziesz w kraj albo nawet świat. Co ja gadam, czasami nawet nie obmyślasz planu! Pakujesz niedbale rzeczy, dzwonisz do najlepszego przyjaciela, do swojego chłopaka, czy dziewczyny i chwilę później jesteście w jakimś środku transportu gnającym przykładowo nad morze. Tak właśnie rodzi się przygoda. Wystarczy zmieszać szczyptę odwagi i szaleństwa aby doświadczyć w życiu czegoś co nie jest planowane - przygody. Zastanówcie się, wolelibyście przeżyć życie dobrze, spokojnie, bez większych ekscesów, tak aby mówili o Was ' poczciwy stary człowiek, naprawdę porządny obywatel ', czy może przeżyć je wykorzystując każdą okazję do nowych doświadczeń, zawsze krok przed innymi, z odwagą, tak abyście przechodząc obok znajomych usłyszeli ' to ten stary wariat, ale szanuje go, naprawdę go szanuje ' ? Nad odpowiedzią chyba nie trzeba się zastanawiać. Tylko czy nie brak nam do tego odwagi? Czy takie myśli nie pozostaną tylko właśnie w tej sferze? To już zależy tylko od nas.
To czy zobaczysz mecz NBA na żywo z pierwszego rzędu, czy pobiegniesz razem z bykami w Hiszpanii, czy może zanurkujesz i zobaczysz Wielką Rafę Koralową zależy tylko i wyłącznie od tego, co zrobisz.
Odważysz się ? Może odpuścisz?
Nikt nie gwarantuje Wam, że nie zawiedziecie się, gdy spróbujecie ale chyba lepiej rozczarować się podczas próby niż rozczarować się nie robiąc nic i żałując do końca życia.

Myślę, że Oni nie żałują :
http://www.youtube.com/watch?v=FY4GM5Ri4y8

Życzę Wam oraz sobie odwagi!


 Maturzyści, którzy zaczęli ferie - oraz Ci, którzy mają je dopiero przed sobą - apel do Was :

NIE GNIJCIE W DOMU PRZED KOMPUTERAMI!
Korzystajcie na każdy sposób! :)





niedziela, 13 stycznia 2013

Marzenia





Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałoby nasze życie bez marzeń?
Kto by nie chciał dotknąć nieba? Mieć cudownej rodziny? Wielkiego domu z ogrodem i szerokim podjazdem jak na zdjęciu?
Marzeń jest wiele. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest ich tyle co ludzi na naszej planecie.
Zdarzyło mi się jednak spotkać osoby bez marzeń, bez planów na przyszłość, bez zwyczajnie swobodnego spojrzenia ' co będzie za parę lat?'. Nie czułem się lepszy od nich. Nie cieszyłem się, że ja mogę pozwolić sobie na takie spojrzenie. Wręcz przeciwnie, było mi szkoda tych osób. Tego, że w jakiś sposób może się pogubili. Może ktoś 'zabronił' im marzyć. Może jakieś wydarzenie z przeszłości ciągnie się za nimi i boją się puścić wodze fantazji. Z drugiej strony, może sami odbierają sobie możliwość wizji przyszłości w głowie.
Wiem jedno, człowiek bez marzeń w jakiś sposób umiera od środka. Jak powiedział polski reżyser Sławomir Kuligowski " Człowiek bez marzeń jest jak drzewo bez kory. " Jest nagi.
W dzieciństwie marzyłem o tym, żeby zostać strażakiem, potem piłkarzem, potem o szybkim motorze, a zakończyłem na sportowej bryce. Z biegiem lat marzenia zmieniały się, powiększały. Sprawiały, że chciałem walczyć o każde z nich, nawet te praktycznie niemożliwe. Ale marzenia nie spełniają się z dnia na dzień i to jest piękne. Są wyczekane, warte poświęceń. Przychodzą ' pewnego dnia ', a nie co poniedziałek. Dzięki temu aż chce się żyć, zmieniać swoje życie, walczyć o swoje wyżej wymieniane pragnienia. Wyznaczamy sobie różne drogi, cele, które są niczym innym jak zadaniami w dojściu do marzeń. Razem z moją dziewczyną mamy wiele pięknych wspólnych marzeń. Myślę, że jak u większości z Was czasami przychodzi zwątpienie spowodowane usłyszeniem jakichś deprymujących słów, chwilami przygnębienia. Lecz właśnie to, że jesteśmy w tym razem pomaga przetrwać najgorsze. Znacie te wszystkie pokrzepiające, motywujące i podnoszące na duchu mowy? Na myśl przychodzi scena z filmu "Beraveheart - Waleczne Serce ", w której William Wallace zagrzewa do boju swoich braci z pola bitwy. Moim Wallace'm jest moja dziewczyna. Gdy przychodzi gorszy dzień, to może nie wygłasza długiej i pełnej uniesienia mowy ale wystarczy, że wypowie parę słów - NIGDY NIE MÓW NIGDY - i wszystko w głowie wskakuje na swoje miejsce.
Jeszcze jedno! Nie wystarczy mieć marzeń, trzeba jeszcze chęci do spełnienia ich.
Ile osób, tyle marzeń. Szukajmy drogi na szczyt! Tego życzę Wam i sobie. Życzę Wam jeszcze tego, abyście tak jak ja mieli bliską osobę, z którą znajdziecie sens marzenia i będziecie spełniać je wspólnie!

A Wam maturzyści ( też w tym siedzę : P ) spełnienia tego maturalnego marzenia! Trzeba o to powalczyć :)


wtorek, 8 stycznia 2013

Dzień w Almie




Zastanawialiście się kiedyś nad sensem wydawania pieniędzy bez większego celu? Ja zastanawiam się nad tym co wtorek. Pech sprawił, że muszę czekać po lekcjach na autobus trochę dłużej niż zazwyczaj, więc wybieram się na drobny obchód Focus'a z braku laku. Prawie zawsze wchodzę do Almy po dwie bułki i jogurt. Dzisiaj nie wytrzymałem. Po wielu eskapadach pomiędzy regałami dziś musiałem zatrzymać się na drobną chwilę przy jednym z nich. Dokładnie przy tym, który widnieje na zdjęciu. Nareszcie mogę powrócić do swojego pytania z początku wpisu.
Życie na bogato zawarte w dwóch słowach ' woda mineralna '.
Woda VOSS - 375ml za 8 zł. To butelkowana woda z norweskiego lodowca z okolic Voss. Chroniona przed zanieczyszczeniami przez grubą warstwę skał i lodu. Wg znawców tej wody, to napój poszukiwany przez miłośników zdrowia i urody.

Przypuszczam, że razem z wieloma rówieśnikami nie jesteśmy miłośnikami tych dwóch wartości tak pełną gębą, bo na taką wodę zrobilibyśmy zwyczajną zrzutkę, jeśli w ogóle zdecydowalibyśmy się ją kupić :)
Na zdrowy rozum VOSS, Evian, Fiji, Bling H2O, Tears Of God - to tylko parę nazw, które możemy znaleźć na regale w tym markecie. Te butelki epatują bogactwem. Regał powala na kolana, a raczej ceny znajdujące się pod produktami na nim.
Zatem zbierając informację dowiadujemy się, ze takie wody smakują bardziej orzeźwiająco ( jeśli można mówić o smaku czegoś co z reguły nie ma chyba smaku ), są ulubionymi wodami Madonny, Paris Hilton, butelki są zaprojektowane przez Calvin'a Klein'a lub zdobione kryształami Swarovskiego.
Wiele razy stałem w kolejce za kimś kto kupował akurat wodę VOSS. Żadna z tych osób nie wyglądała na wybiegową piękność. Niektórzy nawet kaszleli więc zdrowie było w kiepskiej formie. Niektórzy tłumaczą, że nie zanurzą swoich ust w innych wodach niż Evian, czy Fiji. Brzmi snobistycznie nieprawdaż?
Teraz tak na serio, znam parę osób, którym można pozazdrościć urody, a żadna z nich nie słyszała w życiu o takich wodach.  Przypuszczam, że dla ludzi, którzy musza zważać na budżety (np dla mnie) taka woda również smakowałaby bardzo dobrze. Nawet jeśli woda mineralna za 8 zł nie byłaby oszałamiająca, to wmówiłbym sobie, że smakuje wyśmienicie.
Musze krótko wyjaśnić, że nie naśmiewam się z Almy czy też ludzi, którzy robią tam zakupy ponieważ część mojej rodziny kupuje tam wiele produktów, których nie dostanie się nigdzie indziej i to jest niesamowite. Zadziwia mnie tylko fenomen płacenia za markę wody, która płynie do nas prosto z Fiji lub norweskiego lodowca. Może da się wtedy poczuć ten dreszczyk emocji związany z piciem takiego drogiego trunku.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której wracacie do domu, a Wasza mama, babcia, chłopak, dziewczyna podlewają kwiaty wodą w butelce z napisem VOSS. Można w tej sytuacji ponownie nalać do butelki zwykłej kranówy i nosić ją ze sobą wszędzie. Gdzie podziały się czasy, w których o popularności i postrzeganiu człowieka decydowały inteligencje i charakter, a nie butelka z której pijemy wodę czy znaczki na ciuchach.
Całe szczęście, że nadal są ludzie, którzy postrzegają świat prawdziwymi wartościami.
Przyjaźń, miłość, Bóg, rodzina, VOSS.. nie, tylko żartowałem!

Tak więc maturzyści! Pijcie kranówę i nie dajcie się zwariować!
Cenami będziemy martwić się na studiach :P



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Wsiadać czy nie?




6 rano, przystanek, 3 osoby stoją jak na baczność, bo mróz smaga niemiłosiernie. Ten obraz widzę 3 razy w tygodniu. Gdy dochodzę do nich na parę kroków zaczyna nas łączyć już nieco więcej. Wszyscy razem czekamy na niebiesko-białą śmierć.
Prawie wszyscy podróżujemy autobusami do szkoły. Każdy zna ból zajętych miejsc i dziurawych dróg.
Na myśl nasuwa się jeszcze fenomen starszych osób jadących o 6 rano do centrum miasta. Jeśli ktoś z Was wytłumaczy mi dokąd Oni tak jadą, to będę Jego dłużnikiem do końca życia! :)
Z własnych obserwacji mogę łatwo wyróżnić parę grup podróżujących komunikacją dowolnego miasta:

1. 'Torba mi się zmęczyła' - to zazwyczaj Panie w wieku 55+ ( nie chciałbym wrzucać wszystkich kobiet do jednego worka, ponieważ wiele z nich jest cudowna i oddałaby swoje miejsce naprawdę zmęczonemu człowiekowi!) które siadają na siedzeniu od zewnątrz, a pod oknem kładą torbę, reklamówki, co kto ma. Gdy zapytasz o wolne miejsce, spojrzy na Ciebie z wielkim wyrzutem, że miałeś czelność zapytać jak gdybyś nie widział, że torby się zmęczyły.

2. 'Perfumerie' - pięknie wystrojone, starsze Panie (od czasu do czasu mężczyźni) które siadają na siedzeniu tuż przy kierowcy. Robią to chyba z premedytacją albowiem za każdym razem gdy drzwi otwierają się by ktoś mógł wsiąść ich zapach rozchodzi się po całym autobusie. Sprytnie nieprawdaż?

3. 'Kto pierwszy ten lepszy' - wstyd to przyznać lecz tutaj królują chłopacy. Widząc nadjeżdżający autobus pchają się w stronę drzwi, by zająć odpowiednie miejsce.

4. 'Śmierdziele' - zazwyczaj uczniowie wracający do domu po ciężkim dniu, którzy zazdroszcząc Panią z drugiej grupy autobusowych indywidualności wykorzystują ich patent.

5. 'Centrum informacji turystycznej' - gdy takiego zapytasz o której jedzie autobus, przykładowo na Poznań, poda Ci dokładną godzinę, peron na dworcu, a czasami nawet Dane kierowcy.

6. 'Właśnie odjechał' - to osoby, które są wiecznie spóźnione. Gdy przystanek jest za rogiem, modlą się by autobus właśnie tam nie stał, gdy zza niego wyskoczą. Gdy widzą jego tył to czekają, a gdy nikogo nie widzą pocieszają się, że jeszcze nie przyjechał, gdy prawda jest taka, że właśnie odjechał. Na marginesie to sam należę do tej grupy :P

7. 'Letni powiew' - chociaż nie ma znaczenia czy jest to lato, zima czy przedwiośnie. Te ewenementy prawie zawsze są nieco nieświeże. Gdy nadchodzą na przystanek słychać głośne jęki osób czekających na autobus.

8. 'Skazańcy' - to uczniowie ogólniaków oraz studenci po imprezach. Jadą z minami przypominającymi angielskie buldogi (nie obrażając zwierząt, naprawdę). Wsiadając do komunikacji nigdy do końca nie są przekonani o słuszności swojego czynu. W końcu nigdy nie jest za późno, żeby zawrócić.

9. 'Nieprzytomni' - znasz ich tylko z widzenia, bo gdy wsiadasz oni już śpią. Cechują ich słuchawki na uszach, czasami podkrążone oczy, lecz w większości przypadków plecaki przy nogach.

10. 'Sekretarki' - dziewczyny z pierwszych klas ogólniaków, które są tak podekscytowane szkołą, chłopakami w szkole, śniegiem, deszczem, butami, dosłownie WSZYSTKIM. 7 rano, 22 - godzina nie jest ważna, buzia się nie zamyka. Czasami aż człowieka korci, żeby wypchnąć taką przez drzwi w środku drogi. Myśli tej przyświeca wizja, w której po dokonanym wyżej wymienionym czynie cały autobus wstaje i nagradza go oklaskami.

Jak łatwo zauważyć większość grup tworzymy my - uczniowie. Teraz chwila statystyki.
Jak podaje Wydz. Profilaktyki i Analiz BRD Komendy Głównej Policji kierujący AUTOBUSAMI przyczynili się do powstania 177 wypadków, to nieco ponad 1% ogólnej liczby wypadków w całym roku. Rannych zostało ponad 300 osób. Z roku na rok wypadków jest coraz mniej. Chciałbym zapytać teraz dlaczego w żadnej statystyce nie ma wzmianki o osobach, które jadą autobusem i modlą się o śmierć. Tak, często gdzieś w tle słychać ' dlaczego on się tak wlecze?! Błagam zabij mnie! Zaraz się spóźnię'. Może wtedy mniej osób spóźniałoby się do pracy, szkoły?
Autobusy, tramwaje, pociągi. Każda komunikacja ma też dobrych bohaterów. Bezinteresownych i nie dbających o rozgłos. Ma też porządnych kierowców i motorniczych.
Bądźmy jak oni.
Zaś my, maturzyści dajmy sobie na wstrzymanie. Jeszcze tylko 4 miesiące takiej męki :)

P.S. Pozdrawiam wszystkich z prawem jazdy i samochodem !

P.S.2 Znacie jeszcze jakieś grupy autobusowo-społeczne?



czwartek, 3 stycznia 2013

Zabijacz czasu czy może coś więcej?

Dzisiaj chciałbym zadać Wam na wstępie pytanie:
Czy muzyka znaczy dla Was w życiu coś więcej, czy jest tylko zabijaczem czasu, ciszy?

Pozwólcie mi na chwilę prywaty. Otóż dla mnie muzyka jest czymś, czego nie da opisać się słowami. Towarzyszy mi absolutnie wszędzie! Autobus, droga do domu ze szkoły, powrót od mojej dziewczyny, spacer, samotne godziny oczekiwania na coś. Wszędzie tam mój towarzysz to średnio trzy i pół minuty radosnych lub smutnych, żywych lub nostalgicznych dźwięków. Wszystko w zależności od nastroju i sytuacji.
Jest jeszcze coś nad czym warto się zastanowić. Dobór piosenek na naszych listach odtwarzania. Wiem, że nie każdy zwraca uwagę na to, czego słucha. Mam na myśli teksty piosenek. Niektórym wystarczy tylko wpadająca w ucho melodia i już. Osobiście lubię wiedzieć o czym jest dana piosenka, bo to pomaga ' przeżyć ' mi ją razem z jej wykonawcą. Szczerze, to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której słucham piosenki, nóżka sama wystukuje wkręcający się rytm, a wokalista śpiewa o tym, jak to pewnego razu napadł na najbliższy warzywniak w okolicy. Serio.
Frank Ocean powiedział kiedyś coś w stylu ' gdy jesteś szczęśliwy słuchasz muzyki, a gdy jesteś smutny - wtedy zaczynasz rozumieć słowa '. Trafne zdanie czyż nie? Zarówno ja, jak i wiele osób mogłoby się pod tym podpisać.
Krótko podsumowując, to właśnie parę dźwięków może pozwolić nam poczuć radość, smutek, może też pomóc wyrazić nam siebie i swój nastrój. Muzyka jest wszędzie, otacza nas każdego dnia. Na ulicy, w szkole. Tylko od nas zależy w jaki sposób i czy w ogóle ją usłyszymy.


P.S. Czy mieliście kiedyś wrażenie jakby jakaś piosenka (jej słowa) były napisane o Waszym życiu? W taki sposób, że aż ciarki Was przechodziły?
Ja miałem... wiele razy! Może to własnie jeden z powodów, dla których tak uważnie śledzę teksty moich ulubionych artystów. Kto wie.. To jest jak uzależnienie. ZDROWE uzależnienie.
Życzę Wam tego samego!!

środa, 2 stycznia 2013

Od początku

Dopiero teraz zaczynałem brać pod uwagę to, że coś może się nie udać. Pisząc ' coś ' mam na myśli dosłownie każdą sprawę. Zaczynając od spóźnienia się na lekcję, do nieudanej pogoni za odjeżdżającym autobusem do domu. Pesymista - człowiek, który dostrzega tylko negatywną stronę wszystkiego - taką informację ujrzymy wklepując szybko w internet te parę liter. Otóż nie jestem wcale pesymistą, no chyba, że chodzi o widok autobusowego zderzaka, na którym znajduję się rejestracja zdająca się mówić "NASTĘPNY ZA GODZINĘ". Ale od początku!

Mam imię po najbardziej znanym celniku w Biblii i mieszkam w spokojnym mieście. Bydgoszcz nie jest taka zła. Piszę prawdę. No bo jeśli chodzi o.. dobra, wróćmy do tematu. Mam 20 lat i zacząłem ostre odliczanie do projektu MATURA 2013, który czai się tuż za rogiem. Może i mawiają, że strach ma wielkie oczy, ale my się strachu nie boimy. Serio. Jak możemy się bać czegoś, do czego przygotowują nas od podstawówki? Test. Mijają 3 lata i kolejny. Swoją drogą egzamin gimnazjalny jest już jak taka mała matura. No i wreszcie mijają kolejne 3 lata i pojawia się nasza życiowa zmora. ' Bez matury nie ma przyszłości synu ' , albo to ' matura otwiera drogę do przyszłości ' - z tym, że to akurat prawda. 

W moim przypadku po małej maturze wybrałem nieco dłuższą drogę do egzaminu dojrzałości. Poszedłem do technikum. Nie zrobiłem tego celowo, aby mieć rok w zapasie... tak myślę. Wracając do przestróg płynących z góry, w każdej z nich jest nieco prawdy. Lecz irytuje mnie jedna rzecz. Pozwólcie, że podzielę się nią z Wami. Człowiek uczy się, naprawdę sumiennie się uczy do tego sądnego dnia egzaminu i naprawdę odmawia sobie wielu przyjemności i rozrywek. Czuje w środku, że tak trzeba, wie, że może coś osiągnąć taką ciężką pracą. Wszystko się układa i zaczyna przybierać naprawdę dobre kształty, gdy nagle pojawiają się ' oni ' . Ludzie, którzy nic nie robią, przysłowiowo lecą w kulki i są autentycznymi bezmózgowcami. Aż mnie telepie w środku. Gdy zapytasz takiego gdzie wybiera się po szkole, odpowie Ci, że jeszcze o tym nie myślał lecz chętnie by skoczył na piwko. Tutaj zamykają się ich potrzeby. Impreza goni imprezę, a na ich ustach pojawia się słowo ' Melanż ' znane już chyba każdemu miejskiemu słownikowi. 
Gdyby tak porządnie się zastanowić otacza nas wiele właśnie takich osób. Na myśl przychodzi hasło z internetowych portali rozrywkowych " Idiots. Idiots everywhere. " Nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że chyba każdy z nas zna takich obiboków. Może sprawiedliwości nie ma wszędzie, ale nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której ja nie otrzymuje świadectwa dojrzałości, a taki kasztaniak wychodzi ze szkoły ze zdaną maturą.
 To właśnie skłania mnie do uwydatnienia odrobiny pesymizmu w sobie. Więc zanim odłożycie zeszyty i książki z myślą, że już starczy nauki - pomyślcie o tych ignorantach z imprez po lekcjach i zapamiętajcie jeszcze parę ważnych dat czy postaci ze świata literackiego. Nie dajcie się tak łatwo i pozostańcie wojownikami. Oczywiście w głębi ducha, bo nikt nie chce, aby lista osób w klasie nagle zmalała.